Czarna Pantera - Ryan Coogler. Aktorska wersja Króla Lwa. O tyle prawdziwsza, że białego raczej lwa zastąpiła czarna pantera. Spójna opowieść o Wakandzie, afrykańskiej utopii i jej dobrym, sprawiedliwym władcy jest cholernie naiwna ale nie do końca czarno-biała. Przywraca na chwilę pozór społecznej równowagi w świecie bohaterów Marvela, tu konkretnie ucieleśnia ją tytułowy aspirant Avengersów.
Mroczna wieża - Nikolaj Arcel. Ekranizacja związana z kultową ponoć serią Stephena Kinga. Jak dla mnie mocno infantylna i chaotyczna a kilka artefaktów z twórczości Króla to za mało by przykuć do ekranu. Już chyba lepiej obejrzeć polską produkcję Za niebieskimi drzwiami - Mariusza Paleja, której fabuła, posługując się portalem przenoszącym dzieciaki do innego wymiaru, przynajmniej niczego nie udaje i się nie puszy.
Człowiek z magicznym pudełkiem - Bodo Kox. Radio ga da. To co możemy wziąć za paździerz wynikający z niewystarczających środków finansowych lepiej potraktować jako celowy zabieg stylistyczny rozpięty pomiędzy manierą filmów Piotra Szulkina a Terry'ego Gilliama. Intrygujące, nie tylko dlatego, że rzadkie, polskie kino sf. Z akcją dziejącą się tak blisko i jednocześnie tak daleko. Zaskakujący sen o Warszawie 2030 roku.
Dzikie róże - Anna Jadowska. Ta historia byłaby skomplikowana nawet w wielkomiejskiej rzeczywistości a co dopiero na wsi jak chce reżyserka (niechby to było chociaż podmiejskie osiedle). Mąż w długotrwałej nieobecności, pracuje za granicą, jego żona, z dwójką dzieci i niedokończoną budową domu, wikła się w romans z młodszym od niej mężczyzną, jeszcze chłopcem. Ma swoją dramaturgię, zjawiskowe zdjęcia i bardo dobrą w swojej roli Martę Nieradkiewicz. Ale los granej przez nią Ewy w prawdziwym życiu byłby chyba cięższy. To kolejny polski film (Cicha noc, Twarz) grający współczesność wsią i problemem emigracji zarobkowej rodaków.
Pewnego razu w listopadzie - Andrzej Jakimowski. Chciałem miasto, no to mam, od razu "stolyce". Tyle, że filmem rządzi chaos i to taki całkowicie niezamierzony. Obraz fabularnie mętny, chociaż chce opowiedzieć o patriotyzmie, o miłości, o młodości, o wolności, to nie wie na co się zdecydować. Pozostaje opowieść o kobiecie wyrzuconej przez komornika na bruk (Agata Kulesza), jej synu i ich psie Kolesiu, rozdzielonych Marszem Niepodległości. Oczywiście, że pies wypadł najlepiej.
Maudie - Aisling Walsh. Biograficzna opowieść o kanadyjskiej Nikifor. Świetna w roli tytułowej malarki, Maud Lewis, Sally Hawkins, której partneruje zbyt przystojny do tej roli Ethan Hawke. Wzruszycie się.
Deadpool 2 - David Leitch. Jeszcze lepszy od jedynki bo pozbawiony spiny debiutu. Przezabawna do tego niegłupia interakcja z kinem superbohaterskim. Drwiąc z niego i jednocześnie się w nim kochać to wybuchowa mieszanka. No i zaczyna się wybuchem a później akcja tylko przyspiesza. Bo jak mówi pismo, więcej znaczy lepiej (czasami). No i daje podpowiedź co do finału Wojny bez granic. Nie czekajcie na scenę po napisach. Jej po prostu nie ma. Jest między napisami.
Nić widmo - Paul Thomas Anderson. Artystyczna alternatywa dla wszystkich twarzy jakiegokolwiek Greya. Wysublimowana miłosna układanka rozegrana między krawcem-kreatorem (Daniel Day Lewis) i dwoma kobietami (nie licząc ducha matki) - dużo od niego młodszą modelką Almą i Cyril, zarządczynią jego domu mody. Wszystko zszyte tytułową nicią. Żadna fastryga, porządny ścieg łączący wszystko w ładną całość. Eleganckie, powściągliwe i bardzo w duchu europejskie kino.
Na pokuszenie - Sofia Coppola. Albo jestem starszy albo wersja z 1971 z Clintem Eastwoodem - Oszukany w reż. Dona Siegela, miała więcej napięcia erotycznego i dramatyzmu. Przykładając miarę do odpowiednich im czasów, wtedy główny bohater był oszukany, teraz trochę widzowie.
Sully - Clint Eastwood. Fabularna rekonstrukcja szczęśliwego wodowania samolotu pasażerskiego na rzece Hudson w Nowym Jorku w 2009 roku. W roli bohaterskiego kapitana Airbusa - Tom Hanks. Wrażenie w tej historii, pełnej pull up i terrain ahead, robi dochodzenie czy pilot, mimo ocalenia wszystkich na pokładzie, podjął właściwą decyzję. Na przykład moglibyśmy, podobnie szczęśliwy finał, sprezentować sobie własną filmową wersję sławnego lądowania kapitana Wrony. Specjaliści od efektów już w Ostatniej rodzinie pokazali, że mogłoby to nie odbiegać od zachodnich produkcji. No, ale jak to, nikt nie zginął?
Cargo - Ben Howling i Yolanda Ramke. Martin Freeman wędruje po australijskim interiorze szukając ocalenia dla swojej malutkiej córki w świecie zdegenerowanym zarazą zombie. Taki ekologiczno-etyczny ukłon wobec rdzennych mieszkańców tego kontynentu, niestety jako film, będący przecież rozwinięciem niezłej krótkometrażówki, do szybkiego zapomnienia.
451° Fahrenheita - Ramin Bahrani. Kluczowe w tej telewizyjnej adaptacji słynnej dystopii Raya Bradbry'ego, określenie padające na początku filmu, że jest na jej "motywach", powinno determinować naszą jego ocenę. Lepiej przeczytać klasyka albo posłuchać słuchowiska przygotowanego przez audiotekę.
Han Solo - Ron Howard. Jak na western przystało akcję nakręca napad na pociąg i karciane oszustwa. W sumie film mógłby nosić tytuł Chewie bo to Chewiebacca jest jego świecącą gwiazdą. Alden Ehrenreich nie przekonał mnie jednak jako młodsze wcielenie Harrisona Forda. Nie bardziej wyróżnia się kreacja "tylko nie moim płaszczem" Lando (młody Glover), który wykorzystuje po prostu swoje pięć minut. Film ratuje jeszcze L3, nadająca pełne znaczenie słowu "robotnicza". Nawet producent nie wierzył w ten film wybierając datę jego premiery.
Anon - Andrew Niccol. Czy w świecie wszechobecnego internetu (w filmie swojsko zwanym Etherem) i scalonych z nim ludzi możliwa jest jakakolwiek prywatność nie mówiąc już o zbrodni doskonałej. Clive Owen jako detektyw a Amanda Seyfried w roli ściganej bez sieciowej tożsamości. Sterylne, na granicy jutra chociaż bez koniecznego dla takiej historii, nerwu.
Tomb Rider - Roar Uthaug. Jako Lara Croft - Alicia Vikander. I to by było tyle dobrych wiadomości. Jeżeli komuś podobała się ostatnio Mumia...
sobota, 2 czerwca 2018
środa, 23 maja 2018
Oszukać przeznaczenie
![]() |
| Zdjęcie wydawca |
wtorek, 22 maja 2018
Szpila wbita w polskie serce
![]() |
| Zdjęcie wydawca |
Historia silnie prześmiewcza, satyrycznie, w końcu to pielgrzymka, uderzająca w kler, powierzchowną religijność i podobną wizję patriotyzmu. Uczciwie muszę stwierdzić, że szydera Pani Szpili jest ciepłej odmiany i jej bohaterów, pokazanych w krzywym zwierciadle, nie sposób nie polubić a przynajmniej tak po ludzku im nie współczuć. Czuć, że autorka, zresztą z dużym poczuciem humoru, pisała Bardo na takim twórczym spontanie wynikającym z pewnością z kontestacji tego co na co dzień możemy obserwować. Wszystko to rysowane jest, owszem, grubą krechą ale jakże wyrazistą. To bardziej akupunktura niż złośliwe wbijanie igieł. Śmiech to zdrowie, śmiejmy się więc, nawet wiedząc, że śmiejemy się z siebie.
piątek, 18 maja 2018
Blask i nędza klasy średniej
![]() |
| Zdjęcie wydawca |
środa, 9 maja 2018
Rozpaczliwe dowody życia
![]() |
| Zdjęcie wydawca |
środa, 2 maja 2018
Refleksy #17
Milczenie - Martin Scorsese. Nie wiem dlaczego wizerunkowo samuraj wygrywa z jezuitą. Martyrologia japońskich chrześcijan i ich europejskich pasterzy. Misja to nie jest chociaż film chce być misyjny.
Kruk. Szepty słychać po zmroku - formalnie ciekawy serial kryminalny tak przez miejsce gdzie rozgrywa się akcja - Podlasie jak i prowadzenie intrygi przyprawionej elementem nadnaturalnym. Zaskakująco szorstki i brutalny ale mam wrażenie, że takimi są wszystkie produkcje opowiadające o pedofilii => chociażby film Lynne Ramsay.
Czerwony żółw - Michael Dudok de Wit. Poetycka opowieść o rozbitku na bezludnej wyspie. Każdy potrzebuje Piętaszka lub choćby żółwia. A czego potrzebują oni?
Smoleńsk - Antoni Krauze. To, chociaż w nurcie kina katastroficznego, film katastrofalnie zły. Fabularnie, aktorsko i technicznie nędzny a przecież opowiada o największej współcześnie katastrofie naszego państwa. Szkoda, że w sposób prostacko insynuacyjny natarczywie trzyma się jej sensacyjnej, zamachowej tezy. Nie to jest najgorsze, że jest to niedobry film. Najgorsze jest to, że na razie nie widać scenariusza na inny.
Przedziwna planeta - interesujący dokument o naszej planecie z kanału National Geographic, wyprodukowany przez Darrena Aronofsky'ego, prowadzony przez Willa Smitha i z komentarzem astronautów z kilku misji orbitalnych. Jeżeli Bóg gra w kości to Ziemi dostały się same szóstki gdyż istnienie naszej planety i nasze na niej życie okazuje się splotem miliona wręcz nieprawdopodobnych przypadków i szczęśliwych zbiegów okoliczności.
Nigdy cie tutaj nie było - Lynne Ramsay. Joaquin Phoenix gra człowiek straumatyzowanego tak trudnym dzieciństwem jak i służbą w agencji rządowej/wojsku. Jest detektywem wynajmowanym do poruszania się poza granicami prawa, nie mającym złudzeń co do prawdziwej natury świata, idącym jak taran albo młot do wyznaczonego celu. Dostaje zlecenie odnalezienia 12-letniej córki kongresmena. To, że odnajdzie nie zwątpimy ani razu ale czy ją uratuje? Opowiadany momentami w stylistyce slow cinema i zaglądający do głowy bohatera wydaje się mądrzejszy niż jest w rzeczywistości. I to niepotrzebne złudzenie możliwości wyboru zakończenia. Równie dobra muzyka Jonny Greenwooda, gitarzysty Radiohead.
Avengers: Wojna bez granic - Anthony Russo, Joe Russo. Wśród lepszych i gorszych produkcji Marvela ta odsłona Avengersów nie ma praktycznie słabych stron. Wszystko zostało proporcjonalnie wymieszane, humor z patosem, refleksja z pędzącą na złamanie karku akcją, pragnienie życia z koniecznością jego poświęcenia. Kultura masowa ze sztuką. Większość superbohaterów ma swoje pięć albo i więcej minut ale i tak show kradnie główny zły (Josh Brolin w roli Thanosa) oraz Strażnicy Galaktyki, do których dołączam Thora. Z jednej strony szkoda (prawie rok czekania) z drugiej dobrze (czy na pokładzie jest doktor?), że to jednak dwumecz.
Ponadto, Legion z drugim sezonem, równie interesującym chociaż już bez tego efektu świeżości jaki napotkałem w pierwszym, satysfakcjonujący finał Homeland, w którym to chyba pierwszy raz Rosjanie mówią naprawdę po rosyjsku (wierzę, że zobaczymy jeszcze Jewgienija) oraz trzecie Expanse jeszcze bardziej spejsoperowe i na coraz wyższym poziomie.
Słabo, ciepły kwiecień zachęcał do aktywności na świeżym powietrzu. I dobrze.
Kruk. Szepty słychać po zmroku - formalnie ciekawy serial kryminalny tak przez miejsce gdzie rozgrywa się akcja - Podlasie jak i prowadzenie intrygi przyprawionej elementem nadnaturalnym. Zaskakująco szorstki i brutalny ale mam wrażenie, że takimi są wszystkie produkcje opowiadające o pedofilii => chociażby film Lynne Ramsay.
Czerwony żółw - Michael Dudok de Wit. Poetycka opowieść o rozbitku na bezludnej wyspie. Każdy potrzebuje Piętaszka lub choćby żółwia. A czego potrzebują oni?
Smoleńsk - Antoni Krauze. To, chociaż w nurcie kina katastroficznego, film katastrofalnie zły. Fabularnie, aktorsko i technicznie nędzny a przecież opowiada o największej współcześnie katastrofie naszego państwa. Szkoda, że w sposób prostacko insynuacyjny natarczywie trzyma się jej sensacyjnej, zamachowej tezy. Nie to jest najgorsze, że jest to niedobry film. Najgorsze jest to, że na razie nie widać scenariusza na inny.
Przedziwna planeta - interesujący dokument o naszej planecie z kanału National Geographic, wyprodukowany przez Darrena Aronofsky'ego, prowadzony przez Willa Smitha i z komentarzem astronautów z kilku misji orbitalnych. Jeżeli Bóg gra w kości to Ziemi dostały się same szóstki gdyż istnienie naszej planety i nasze na niej życie okazuje się splotem miliona wręcz nieprawdopodobnych przypadków i szczęśliwych zbiegów okoliczności.
Nigdy cie tutaj nie było - Lynne Ramsay. Joaquin Phoenix gra człowiek straumatyzowanego tak trudnym dzieciństwem jak i służbą w agencji rządowej/wojsku. Jest detektywem wynajmowanym do poruszania się poza granicami prawa, nie mającym złudzeń co do prawdziwej natury świata, idącym jak taran albo młot do wyznaczonego celu. Dostaje zlecenie odnalezienia 12-letniej córki kongresmena. To, że odnajdzie nie zwątpimy ani razu ale czy ją uratuje? Opowiadany momentami w stylistyce slow cinema i zaglądający do głowy bohatera wydaje się mądrzejszy niż jest w rzeczywistości. I to niepotrzebne złudzenie możliwości wyboru zakończenia. Równie dobra muzyka Jonny Greenwooda, gitarzysty Radiohead.
Avengers: Wojna bez granic - Anthony Russo, Joe Russo. Wśród lepszych i gorszych produkcji Marvela ta odsłona Avengersów nie ma praktycznie słabych stron. Wszystko zostało proporcjonalnie wymieszane, humor z patosem, refleksja z pędzącą na złamanie karku akcją, pragnienie życia z koniecznością jego poświęcenia. Kultura masowa ze sztuką. Większość superbohaterów ma swoje pięć albo i więcej minut ale i tak show kradnie główny zły (Josh Brolin w roli Thanosa) oraz Strażnicy Galaktyki, do których dołączam Thora. Z jednej strony szkoda (prawie rok czekania) z drugiej dobrze (czy na pokładzie jest doktor?), że to jednak dwumecz.
Ponadto, Legion z drugim sezonem, równie interesującym chociaż już bez tego efektu świeżości jaki napotkałem w pierwszym, satysfakcjonujący finał Homeland, w którym to chyba pierwszy raz Rosjanie mówią naprawdę po rosyjsku (wierzę, że zobaczymy jeszcze Jewgienija) oraz trzecie Expanse jeszcze bardziej spejsoperowe i na coraz wyższym poziomie.
Słabo, ciepły kwiecień zachęcał do aktywności na świeżym powietrzu. I dobrze.
niedziela, 8 kwietnia 2018
Zachować twarz
![]() |
| Plakat reklmowy |
Subskrybuj:
Posty (Atom)




