![]() |
| Plakat filmowy. Zdjęcie własne |
sobota, 25 stycznia 2020
Suplement
wtorek, 7 stycznia 2020
Casus belli
Nigdy się nie śmieję z toastu "za pokój na świecie", czasami sam go szczerze wznoszę wierząc, że wojna jaką znam z literatury, filmów a współcześnie co najwyżej z przekazów medialnych relacjonujących lokalne konflikty, nigdy nie stanie się moim, mojego świata doświadczeniem.
Pierwsza wojna światowa zwana w Europie Zachodniej jako Wielka Wojna jest raczej nieobecna w polskiej martyrologii. Jej zakończenie 11 listopada 1918 r. kojarzy się głównie z odzyskaniem przez nasz kraj niepodległości, długotrwale utraconej państwowości i narodzinami legendy dwudziestolecia międzywojennego. We Francji to wręcz traumatyczny okres historii, czas utraconego pokolenia, przetrącenia społecznego i kulturowego kręgosłupa. W Paryżu wielkie wrażenie wywiera mur cmentarza Pere Lachaise, który od strony ulicy jest tak naprawdę długą na kilkaset metrów tablicą upamiętniająca ofiary tej wojny.
W kontekście niespodziewanego zdobycia Złotego Globu przez 1917 w reż. Sama Mendesa (w kategorii najlepszy film dramatyczny gdyż zastosowano sprytny zabieg wyłaniając drugi najlepszy film, tym razem w kategorii komedia - Dawno temu w Hollywood , Quentina Tarantino), niespodziewanego gdyż film do szerokiego rozpowszechniania trafia dopiero w co rozpoczętym 2020 roku (u nas pod koniec miesiąca) a przez to niemożliwości jego oceny, przygotowując się na seans warto obejrzeć:
I młodzi pozostaną - Peter Jackson. Świetnie zrealizowany pod względem technicznym (dźwięk, montaż, kolor) fabularyzowany dokument oparty na świadectwie brytyjskich uczestników walk w Europie. Jackson korzystając z filmów z epoki dokonał ich montażu pokazując kolejno drogę brytyjskiego żołnierza od poboru, szkolenia przez walkę na śmierć i życie aż po koniec wojny i powrót do domu. Do głosów opowiadających swoja historię żołnierzy dodał dźwięki doskonale zsynchronizowane, zgodne z obrazem. Ten początkowo biało czarny w momencie jak trafiamy z rekrutami na front zamienia się w film kolorowy, momentami przypominając współczesną wojenną produkcję. Swoista dolina niesamowitości.
Kres drogi - Saul Dibb. Równie wstrząsająca aczkolwiek fabularna opowieść o wojennej rzeczywistości gdzie cały dramatyzm wynika z tego, że pozostajemy wraz z jej bohaterami w okopach. Ta wojna pozycyjna przynosi prawdziwą grozę, odziera wojnę z jej fotogeniczności i traktowania jej jako przygody. Przekonująco zagrany z trafnie dobranymi aktorami, przejmujący szczególnie, że opowiada o kilku dniach ostatnich miesięcy wojny, zwykłych ludzi skazanych na wojnę.
Pierwsza wojna światowa zwana w Europie Zachodniej jako Wielka Wojna jest raczej nieobecna w polskiej martyrologii. Jej zakończenie 11 listopada 1918 r. kojarzy się głównie z odzyskaniem przez nasz kraj niepodległości, długotrwale utraconej państwowości i narodzinami legendy dwudziestolecia międzywojennego. We Francji to wręcz traumatyczny okres historii, czas utraconego pokolenia, przetrącenia społecznego i kulturowego kręgosłupa. W Paryżu wielkie wrażenie wywiera mur cmentarza Pere Lachaise, który od strony ulicy jest tak naprawdę długą na kilkaset metrów tablicą upamiętniająca ofiary tej wojny.
![]() |
| zdjęcie własne |
![]() |
| plakat filmowy |
![]() |
| plakat filmowy |
Kres drogi - Saul Dibb. Równie wstrząsająca aczkolwiek fabularna opowieść o wojennej rzeczywistości gdzie cały dramatyzm wynika z tego, że pozostajemy wraz z jej bohaterami w okopach. Ta wojna pozycyjna przynosi prawdziwą grozę, odziera wojnę z jej fotogeniczności i traktowania jej jako przygody. Przekonująco zagrany z trafnie dobranymi aktorami, przejmujący szczególnie, że opowiada o kilku dniach ostatnich miesięcy wojny, zwykłych ludzi skazanych na wojnę.
niedziela, 29 grudnia 2019
Refleksy #33
Maria, królowa Szkotów - Josie Rourke. W cieniu Faworyty ale nie na całkiem straconej pozycji. Scenariusz momentami chaotyczny, ufający zbyt bardzo w znajomość historii u widza. Rewelacyjne we współczesnych odniesieniach, krążące wokół brexitu i możliwej secesji Szkocji, opowieść o lojalności, nie tylko rodzinnej. Popis Saoirse Ronan i Margot Robbie.
Eskorta - Peter Berg. Mark Wahlberg jako agent CIA przewożący ważnego informatora. W oryginale Mile 22 to dystans, który musi pokonać przez miasto do lotniska co nie będzie oczywiście łatwym zadaniem. Już było ale ogląda się dobrze.
Irlandczyk - Martin Scorsese wraca z chłopcami z ferajny a zdania co do tego powrotu są podzielone. Historia "szorstkiej przyjaźni" cyngla mafii Franka Sheerana z Jimmim Hoffą to nostalgiczna podróż do świata, którego już nie ma od dwóch dekad. Świat ten skończył się przecież wraz z premierą Rodziny Soprano.
To. Rozdział 2 - Andy Muschietti. Podzielenie opowieści Kinga na dwa filmy z roczną przerwą między nimi, mając na uwadze dorastanie jej bohaterów, tylko pozornie miało sens. O ile jeszcze lęk dzieciaków przed klaunem wzruszał, trauma dorosłych już bohaterów tylko irytuje. Męcząco długi rozdział.
Alita: Battle Angel - Robert Rodriguez. Aktorsko-animowana produkcja ma w sobie taką fabularną lekkość, której zabrakło Playerowi One (jednak to nie tak różne od siebie historie).
Źle się dzieje w El Royale - Drew Goddard. Grupa przypadkowych osób spotyka się w hotelu na granicy dwóch stanów. Klimatyczne kino przypomina nieco Tożsamość, Jamesa Mangolda z 2003 r.
Nazywam się Cukinia - Claude Barras. Daleka od naiwności, interesująca animacja - tak pod względem technicznym jak i fabularnym - szwajcarski kandydat do Oscara w 2017 r. Mądrze pokazująca dzieci w nietypowym dla nich środowisku - domu dziecka. Happy end jest dla nich, cała reszta dla nas.
Dwóch papieży - Fernando Meirelles. Ciepły film o spotkaniu papieża Benedykta XVI z kardynałem Borgoglio czyli jego następcą, przyszłym papieżem Franciszkiem. W nieco teatralnej konwencji (całość praktycznie opiera się na rozmowie między nimi) poruszamy kwestię jakości i przyszłości Kościoła, jego grzechów i zaniechań i przede wszystkim odpowiedzialności za niego. Koniecznie powinni go poznać przyszli duszpasterze. W rolach tytułowych Anthony Hopkins i Jonathan Pryce.
Historia małżeńska - Noah Baumbach. Scarlett Johanson oraz Adam Driver jako robiące karierę artystyczne małżeństwo w chwili rozpadu, poprzez syna rozdarte miedzy Nowym Jorkiem a Los Angeles, zawierzające swój los prawnikom nie znającym słowa kompromis i nie stosujących mediacji. Baumbach to filmowe dziecko Woody Allena co widać, słychać i czuć.
Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie - J.J. Abrams. Chciałoby się powiedzieć uff, w końcu, nareszcie. W symptomatycznym dla chaosu naszych czasów stylu, kończy się saga rozpoczęta cztery dekady temu. Kawał czasu. Co prawda pozostają jeszcze różne Łotry, Solo odpryski i Mandoliniarze ale przez krótką chwilę po seansie miałem nadzieję, że ostatecznie opuściliśmy już tak dobrze poznaną galaktykę z jej nieśmiertelnym leitmotivem "A long time ago, in a galaxy far, far away". Co jest martwe niech pozostanie martwe. Ale przecież wiemy, że kasa się musi zgadzać i Moc przez następne dekady pozostanie z nami a choćby i przeciw nam.
Wiedźmin - a sprawa polska, chciałoby sie dodać. Od dawna nic tak nie poruszyło internetu jak netflixowa ekranizacja prozy Andrzeja Sapkowskiego. No to obejrzałem. Nie czuję się zdruzgotany, obejrzałem wszystko z dubbingiem ciesząc się z polskiego głosu Geralta. Słowa "Grosza daj Wiedźminowi, sakiewką potrząśnij" Netflix powinien przyjąć jako kierowaną do niego uwagę gdyż bez budżetu ten serial zacznie przypominać nasz oryginał z 2001 r. Ogólnie podobało mi się tak jak Sezon burz, z powieści której szczerze się cieszyłem*. Mam nadzieję, że sukces Wiedźmina uszczęśliwi na tyle Andrzeja Sapkowskiego, że przestanie pozować na Salingera i odkurzy co nieco.
* Sezon burz - Andrzej Sapkowski. Wcale nie uważam, że Metallica skończyła się na Kill’Em All. Zauważając w sieci wielkie poruszenie faktem oczekiwanej przez wielu, aczkolwiek niespodziewanej, rezurekcji Geralta z Rivii, skuszony rozbieżnymi ocenami jego najnowszych przygód i kondycji twórczej barda AS-em zwanego i ja sięgnąłem po tom tej historii. Aczkolwiek fantasy obecnie, także młokosem będąc, nie chłonę, uważając ten rodzaj fantazjowania jedynie za krotochwilną rozrywkę, ucieszyłem się z powrotu introwertycznego bohatera. Boć on nasz. Jedyny, markowy, rozpoznawalny niczym Lem (pisarz nie satelita) w świecie, szczególnie wirtualnym, gdzie na szczęście przysłonił nieszczęsną fabularyzację, choć nie wyzwolił z bielactwa aktora go odgrywającego. To nasz X-men i każdy inny man chcący być super. Popkulturowo kosmopolityczny ale i swojski - ludową chytrością, wieszczą prekognicją i społecznym nihilizmem. To zmutowany w jedno Janosik i Mały Rycerz, to Bourne po Hogwarcie i średniowieczny Bond. Tak naprawdę to on zabił Wilka i uratował Czerwonego Kapturka i jej Babcię. Przestając już opowiadać głupstwa, w konkluzji do świetnej lektury muszę ze smutkiem stwierdzić - będę tęsknił. Chociaż co do tego nie panuje powszechny konsensus – powrót Wiedźmina uważam za spektakularny i podziwu godny*. I mam śmiałość być przekonanym, że spisujący wiedźmińskie aventury miał taką samą zabawę jak ja, czytając. Pomimo grubych ściegiem szwów (czasami się brzydko rozłażących) oraz błyskom i grzmotom burz rozdzielających tę mozaikę przygód. Czas oczekiwać więcej wierząc, że AS w szufladach ukrywa niejedno. Va’esse deireadh aep eigean, va’esse eigh faidh’ar, po ludzku - show must go on.
*Jak na fantasy zadziwiająco wiele w Sezonie burz znajdujemy science. Magii tu bliżej fizyce i chemii praktycznej a w idei transhumanizmu zbliżył się autor wręcz do zarysu biotechnologii nad którym zadumać mógłby się Jacek Dukaj. I to ekstraordynaryjne językowe pomieszanie nowoczesności z tym co nowoczesnym już nie jest.
Eskorta - Peter Berg. Mark Wahlberg jako agent CIA przewożący ważnego informatora. W oryginale Mile 22 to dystans, który musi pokonać przez miasto do lotniska co nie będzie oczywiście łatwym zadaniem. Już było ale ogląda się dobrze.
Irlandczyk - Martin Scorsese wraca z chłopcami z ferajny a zdania co do tego powrotu są podzielone. Historia "szorstkiej przyjaźni" cyngla mafii Franka Sheerana z Jimmim Hoffą to nostalgiczna podróż do świata, którego już nie ma od dwóch dekad. Świat ten skończył się przecież wraz z premierą Rodziny Soprano.
To. Rozdział 2 - Andy Muschietti. Podzielenie opowieści Kinga na dwa filmy z roczną przerwą między nimi, mając na uwadze dorastanie jej bohaterów, tylko pozornie miało sens. O ile jeszcze lęk dzieciaków przed klaunem wzruszał, trauma dorosłych już bohaterów tylko irytuje. Męcząco długi rozdział.
Alita: Battle Angel - Robert Rodriguez. Aktorsko-animowana produkcja ma w sobie taką fabularną lekkość, której zabrakło Playerowi One (jednak to nie tak różne od siebie historie).
Źle się dzieje w El Royale - Drew Goddard. Grupa przypadkowych osób spotyka się w hotelu na granicy dwóch stanów. Klimatyczne kino przypomina nieco Tożsamość, Jamesa Mangolda z 2003 r.
Nazywam się Cukinia - Claude Barras. Daleka od naiwności, interesująca animacja - tak pod względem technicznym jak i fabularnym - szwajcarski kandydat do Oscara w 2017 r. Mądrze pokazująca dzieci w nietypowym dla nich środowisku - domu dziecka. Happy end jest dla nich, cała reszta dla nas.
Dwóch papieży - Fernando Meirelles. Ciepły film o spotkaniu papieża Benedykta XVI z kardynałem Borgoglio czyli jego następcą, przyszłym papieżem Franciszkiem. W nieco teatralnej konwencji (całość praktycznie opiera się na rozmowie między nimi) poruszamy kwestię jakości i przyszłości Kościoła, jego grzechów i zaniechań i przede wszystkim odpowiedzialności za niego. Koniecznie powinni go poznać przyszli duszpasterze. W rolach tytułowych Anthony Hopkins i Jonathan Pryce.
Historia małżeńska - Noah Baumbach. Scarlett Johanson oraz Adam Driver jako robiące karierę artystyczne małżeństwo w chwili rozpadu, poprzez syna rozdarte miedzy Nowym Jorkiem a Los Angeles, zawierzające swój los prawnikom nie znającym słowa kompromis i nie stosujących mediacji. Baumbach to filmowe dziecko Woody Allena co widać, słychać i czuć.
Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie - J.J. Abrams. Chciałoby się powiedzieć uff, w końcu, nareszcie. W symptomatycznym dla chaosu naszych czasów stylu, kończy się saga rozpoczęta cztery dekady temu. Kawał czasu. Co prawda pozostają jeszcze różne Łotry, Solo odpryski i Mandoliniarze ale przez krótką chwilę po seansie miałem nadzieję, że ostatecznie opuściliśmy już tak dobrze poznaną galaktykę z jej nieśmiertelnym leitmotivem "A long time ago, in a galaxy far, far away". Co jest martwe niech pozostanie martwe. Ale przecież wiemy, że kasa się musi zgadzać i Moc przez następne dekady pozostanie z nami a choćby i przeciw nam.
Wiedźmin - a sprawa polska, chciałoby sie dodać. Od dawna nic tak nie poruszyło internetu jak netflixowa ekranizacja prozy Andrzeja Sapkowskiego. No to obejrzałem. Nie czuję się zdruzgotany, obejrzałem wszystko z dubbingiem ciesząc się z polskiego głosu Geralta. Słowa "Grosza daj Wiedźminowi, sakiewką potrząśnij" Netflix powinien przyjąć jako kierowaną do niego uwagę gdyż bez budżetu ten serial zacznie przypominać nasz oryginał z 2001 r. Ogólnie podobało mi się tak jak Sezon burz, z powieści której szczerze się cieszyłem*. Mam nadzieję, że sukces Wiedźmina uszczęśliwi na tyle Andrzeja Sapkowskiego, że przestanie pozować na Salingera i odkurzy co nieco.
* Sezon burz - Andrzej Sapkowski. Wcale nie uważam, że Metallica skończyła się na Kill’Em All. Zauważając w sieci wielkie poruszenie faktem oczekiwanej przez wielu, aczkolwiek niespodziewanej, rezurekcji Geralta z Rivii, skuszony rozbieżnymi ocenami jego najnowszych przygód i kondycji twórczej barda AS-em zwanego i ja sięgnąłem po tom tej historii. Aczkolwiek fantasy obecnie, także młokosem będąc, nie chłonę, uważając ten rodzaj fantazjowania jedynie za krotochwilną rozrywkę, ucieszyłem się z powrotu introwertycznego bohatera. Boć on nasz. Jedyny, markowy, rozpoznawalny niczym Lem (pisarz nie satelita) w świecie, szczególnie wirtualnym, gdzie na szczęście przysłonił nieszczęsną fabularyzację, choć nie wyzwolił z bielactwa aktora go odgrywającego. To nasz X-men i każdy inny man chcący być super. Popkulturowo kosmopolityczny ale i swojski - ludową chytrością, wieszczą prekognicją i społecznym nihilizmem. To zmutowany w jedno Janosik i Mały Rycerz, to Bourne po Hogwarcie i średniowieczny Bond. Tak naprawdę to on zabił Wilka i uratował Czerwonego Kapturka i jej Babcię. Przestając już opowiadać głupstwa, w konkluzji do świetnej lektury muszę ze smutkiem stwierdzić - będę tęsknił. Chociaż co do tego nie panuje powszechny konsensus – powrót Wiedźmina uważam za spektakularny i podziwu godny*. I mam śmiałość być przekonanym, że spisujący wiedźmińskie aventury miał taką samą zabawę jak ja, czytając. Pomimo grubych ściegiem szwów (czasami się brzydko rozłażących) oraz błyskom i grzmotom burz rozdzielających tę mozaikę przygód. Czas oczekiwać więcej wierząc, że AS w szufladach ukrywa niejedno. Va’esse deireadh aep eigean, va’esse eigh faidh’ar, po ludzku - show must go on.
*Jak na fantasy zadziwiająco wiele w Sezonie burz znajdujemy science. Magii tu bliżej fizyce i chemii praktycznej a w idei transhumanizmu zbliżył się autor wręcz do zarysu biotechnologii nad którym zadumać mógłby się Jacek Dukaj. I to ekstraordynaryjne językowe pomieszanie nowoczesności z tym co nowoczesnym już nie jest.
sobota, 14 grudnia 2019
Czarno-białe i w kolorze
![]() |
| Plakat filmowy. Materiał reklamowy |
![]() |
| Plakat filmowy. Zdjęcie własne |
Lighthouse - Robert Eggers. Już Sienkiewicz zauważył, że praca latarnika jest pracą odpowiedzialną, wręcz służbą, ale w gruncie rzeczy żmudną i usypiająco powtarzalną. Pełniona samotnie rodzi wręcz śmiertelne konsekwencje. Być może dlatego u Eggersa wykonują ją dwie osoby. Doświadczonemu latarnikowi Tomowi Wake (Willem Dafoe) towarzyszy młody pomocnik Ephraim Winslow (Robert Pattinson). Latarnia znajduje się gdzieś z dala od brzegu, na niegościnnej skalistej wysepce. Ich wachta ma trwać cztery tygodnie a czas spędzony razem stać się ma próba ich charakterów. Winslow, jak to pomocnik, odpowiada za najcięższe fizycznie prace gdy Wake jedynie pełni nocne dyżury przy świetle latarni i prowadzi swój dziennik. Relacje między nimi to układ master&servant. Młody chociaż podporządkował się staremu zazdrości mu jego zadania i żyje w przekonaniu o tajemniczych relacjach łączących go z latarnią. Nawiedzają go męczące sny, które pomaga przetrwać śniona syrena. Kulminacją i zwieńczeniem ich pracy staje się wypity, w końcu razem, alkohol. Od tej pory dzieją się rzeczy dramatyczne, odrealnione, przypominające w swoim przebiegu starcie dwóch przeciwstawnych idei, postaw, starcie którego finał może wykraczać poza skalista wysepkę. Z treścią ściśle związana jest forma. Film Eggersa, czarno-biały obraz w formacie 4:3, sceny rozgrywane w półcieniach, niepokojące, harmonizujące z obrazem dźwięki, przypomina stare ekspresjonistyczne kino, przywołując chociażby Nosferatu - symfonię grozy, F.W. Murnau. Podobną symfonię, funduje nam, widzom reżyser nie szczędząc rozwiązań znanych z horroru czy kina suspensu. Chociaż w podstawowej warstwie film jest śmieszno-straszna opowieścią o mistrzu i czeladniku, doprowadzonej do obłędu rywalizacji w ich męskim świecie, to jego znaczeń możemy dekodować więcej. To jednocześnie opowieść o ojcu i synu, źródłem której są zarówno mitologia z mitem prometejskim jak i religie judeo-chrześcijańskie z Bogiem-Ojcem i jego Synem człowieczym. To może być również inny wariant opowieści o Skawińskim, naszym latarniku a więc opowieść o stoczonej z własną samotnością walce. Odegrane to zostało znakomicie.
środa, 13 listopada 2019
Refleksy #32
Stan & Ollie - Jon S. Baird. Steve Coogan jako Stan Laurie i John C. Reilly jako Oliver Hardy czyli filmowi Flip i Flap, geniusze slapsticku. Wzruszająca opowieść o ich ostatnich scenicznych latach, udowadniająca, że byli nie tylko duetem wybornych komików ale i skazanymi na siebie przyjaciółmi.
Szczęśliwy Lazzaro - Alice Rohrwacher. Przypowieść o wolności a nawet o potrzebie zniewolenia. Pochwała prostoty złożona na ołtarzu świętej naiwności. Współcześnie rozgrywająca się baśń, co nie jest takie oczywiste od początku. Świetne, uspakajające kino, które będzie do nas wracać przez długi czas.
Arktyka - Joe Penna. Mads Mikkelsen po katastrofie samolotu samotnie walczy o przeżycie na arktycznym pustkowiu. Samolot, który się rozbił to ponoć maszyna gliwickiego aeroklubu, taka ciekawostka.
Ulepszenie (Upgrade) - Leigh Whannell. Swat niedalekiej przyszłości. By dociec prawdy o śmierci swojej żony mężczyzna poddaje się specjalnemu implantowi, który silnie wspomaga jego ciało. Zaskakująco przyjemnie się ogląda chociaż pary w tym tylko tyle, że mógłby być odcinkiem Czarnego lustra, na przykład.
Escape room - Will Wernick. Tragiczne wydarzenie w Słupsku (śmierć pięciu nastolatek w wyniku pożaru pokoju zagadek) było powodem wstrzymania kinowej premiery tego filmu. I tylko w kontekście tego dramatu zapamiętamy film. Ten kolaż Cube, Piły i Trzynastu duchów jest zbyt wydumany by autentycznie zainteresować
El Camino - Vince Gilligan. Jesse Pinkman wraca by uciec a my dochodzimy do wniosku, że niepotrzebnie i za późno.
Eli - Ciaran Foy. Dziecko cierpi a my z nim. Kolejna próba horroru od netflixa, również niezbyt udana z finałem jakby z innego filmu.
Meg - Jon Turtelaub. Myślałem, że będzie mi wstyd, że oglądam ten film ale nie. Bawiłem się dosyć dobrze i nic mi nie zgrzytało w tej opowieści o absurdalnym prehistorycznym rekinie.
Pełzająca śmierć - Alexandre Aja. Tu było jeszcze lepiej. Jedynie polski tytuł jest idiotyczny (nie wiem czy krokodyle, posiadające przecież jakieś odnóża, to pełzający gady). Nie dziwi, że Q. Tarantino uznał to za najlepszy film mijającego roku. Trzymający w napięciu, zagrany w punkt monster movie zrobił mi wieczór.
Sicario 2: Soldado - Stefano Solima. Udana kontynuacja przeboju Denisa Villeneuve. Dużo testosteronu po obydwu stronach barykady wojny narkotykowej.
Gotti - Kevin Connolly. Chociaż opowiada angażującą historię bossa mafii Johna Gotti'ego to wydaje się być czytelny głównie dla amerykańskiego widza śledzącego w mediach upadek mafijnej rodziny Gambino. Niemniej Travolta w tytułowej roli nadspodziewanie dobry.
Wdowy - Steve McQueen. Najciekawsze w tym sensacyjnym w sumie obrazie jest polityczne tło i to takiej polityki robionej na podstawowym poziomie (dzielnica, gmina). Tytułowe bohaterki po śmierci swoich partnerów, którzy giną w zasadzce, muszą oddać skradzione pieniądze (spłonęły wraz z ich mężczyznami). Zasadniczo zbyt wolno się rozkręca jak na niespodzianki, które nas czekają.
W kinie czasem dobrze, czasem źle. Terminator. Mroczne przeznaczenie - Tim Miller. Film ten, mający być powrotem do źródeł, jest jakimś wielkim nieporozumieniem. Zapowiadany jako kontynuacja Judgment Day nie dość, ze nie wnosi niczego nowego do tej historii to jeszcze okazuje się słabszy technicznie od swojego poprzednika z 1991 r. Słabszy generalnie od każdego z poprzednich Terminatorów. Zadziwiające jak na szum, który go zapowiadał.
Boże Ciało - Jan Komasa. Będąc naszym kandydatem do Oscara staje się racjonalnym wyborem. Co prawda w trailerze wygląda na mocno zabawowy w rzeczywistości jest dramatem opowiadającym o poszukiwaniu autorytetu, o potrzebie sklejenia czegoś pękniętego. Świetnie zagrane, głównie przez młodych aktorów.
W serialach udane powroty. Kamińsky Metod (obyście okazali się nieśmiertelni, starsi panowie dwaj), Castle Rock (jeszcze ciekawszy od sezonu pierwszego, chociaż somalijskie centrum handlowe, ten tego...) i Jacka Ryana (pomijając odcinek finałowy). Intrygujący Watchmani mają niepodważalny potencjał przykucia naszej uwagi a Potworowi z bagien należy dać szansę chociaż nie dostał drugiego sezonu. Całkowicie nieprzekonująca okazała się Katarzyna Wielka co zaskoczyło każdego czekającego na ten serial. Na naszym podwórku Żmijowisko, ekranizacja fajnego kryminału Wojciecha Chmielarza. Na razie bardzo dokładna.
Szczęśliwy Lazzaro - Alice Rohrwacher. Przypowieść o wolności a nawet o potrzebie zniewolenia. Pochwała prostoty złożona na ołtarzu świętej naiwności. Współcześnie rozgrywająca się baśń, co nie jest takie oczywiste od początku. Świetne, uspakajające kino, które będzie do nas wracać przez długi czas.
Arktyka - Joe Penna. Mads Mikkelsen po katastrofie samolotu samotnie walczy o przeżycie na arktycznym pustkowiu. Samolot, który się rozbił to ponoć maszyna gliwickiego aeroklubu, taka ciekawostka.
Ulepszenie (Upgrade) - Leigh Whannell. Swat niedalekiej przyszłości. By dociec prawdy o śmierci swojej żony mężczyzna poddaje się specjalnemu implantowi, który silnie wspomaga jego ciało. Zaskakująco przyjemnie się ogląda chociaż pary w tym tylko tyle, że mógłby być odcinkiem Czarnego lustra, na przykład.
Escape room - Will Wernick. Tragiczne wydarzenie w Słupsku (śmierć pięciu nastolatek w wyniku pożaru pokoju zagadek) było powodem wstrzymania kinowej premiery tego filmu. I tylko w kontekście tego dramatu zapamiętamy film. Ten kolaż Cube, Piły i Trzynastu duchów jest zbyt wydumany by autentycznie zainteresować
El Camino - Vince Gilligan. Jesse Pinkman wraca by uciec a my dochodzimy do wniosku, że niepotrzebnie i za późno.
Eli - Ciaran Foy. Dziecko cierpi a my z nim. Kolejna próba horroru od netflixa, również niezbyt udana z finałem jakby z innego filmu.
Meg - Jon Turtelaub. Myślałem, że będzie mi wstyd, że oglądam ten film ale nie. Bawiłem się dosyć dobrze i nic mi nie zgrzytało w tej opowieści o absurdalnym prehistorycznym rekinie.
Pełzająca śmierć - Alexandre Aja. Tu było jeszcze lepiej. Jedynie polski tytuł jest idiotyczny (nie wiem czy krokodyle, posiadające przecież jakieś odnóża, to pełzający gady). Nie dziwi, że Q. Tarantino uznał to za najlepszy film mijającego roku. Trzymający w napięciu, zagrany w punkt monster movie zrobił mi wieczór.
Sicario 2: Soldado - Stefano Solima. Udana kontynuacja przeboju Denisa Villeneuve. Dużo testosteronu po obydwu stronach barykady wojny narkotykowej.
Gotti - Kevin Connolly. Chociaż opowiada angażującą historię bossa mafii Johna Gotti'ego to wydaje się być czytelny głównie dla amerykańskiego widza śledzącego w mediach upadek mafijnej rodziny Gambino. Niemniej Travolta w tytułowej roli nadspodziewanie dobry.
Wdowy - Steve McQueen. Najciekawsze w tym sensacyjnym w sumie obrazie jest polityczne tło i to takiej polityki robionej na podstawowym poziomie (dzielnica, gmina). Tytułowe bohaterki po śmierci swoich partnerów, którzy giną w zasadzce, muszą oddać skradzione pieniądze (spłonęły wraz z ich mężczyznami). Zasadniczo zbyt wolno się rozkręca jak na niespodzianki, które nas czekają.
W kinie czasem dobrze, czasem źle. Terminator. Mroczne przeznaczenie - Tim Miller. Film ten, mający być powrotem do źródeł, jest jakimś wielkim nieporozumieniem. Zapowiadany jako kontynuacja Judgment Day nie dość, ze nie wnosi niczego nowego do tej historii to jeszcze okazuje się słabszy technicznie od swojego poprzednika z 1991 r. Słabszy generalnie od każdego z poprzednich Terminatorów. Zadziwiające jak na szum, który go zapowiadał.
Boże Ciało - Jan Komasa. Będąc naszym kandydatem do Oscara staje się racjonalnym wyborem. Co prawda w trailerze wygląda na mocno zabawowy w rzeczywistości jest dramatem opowiadającym o poszukiwaniu autorytetu, o potrzebie sklejenia czegoś pękniętego. Świetnie zagrane, głównie przez młodych aktorów.
W serialach udane powroty. Kamińsky Metod (obyście okazali się nieśmiertelni, starsi panowie dwaj), Castle Rock (jeszcze ciekawszy od sezonu pierwszego, chociaż somalijskie centrum handlowe, ten tego...) i Jacka Ryana (pomijając odcinek finałowy). Intrygujący Watchmani mają niepodważalny potencjał przykucia naszej uwagi a Potworowi z bagien należy dać szansę chociaż nie dostał drugiego sezonu. Całkowicie nieprzekonująca okazała się Katarzyna Wielka co zaskoczyło każdego czekającego na ten serial. Na naszym podwórku Żmijowisko, ekranizacja fajnego kryminału Wojciecha Chmielarza. Na razie bardzo dokładna.
piątek, 11 października 2019
sobota, 5 października 2019
Kac Gotham
![]() |
| Plakat filmowy. Zdjęcie własne |
Subskrybuj:
Posty (Atom)







