sobota, 25 maja 2019

Refleksy #28


Czarnobyl – miniserial o słynnej awarii radzieckiej elektrowni atomowej. Awaria to oczywiście eufemizm gdyż była to katastrofa na skalę europejską, która do tego miała nieszczęście zdarzyć się w czasie i systemie dalekim od politycznej i społecznej przejrzystości. Wszystko to zostało dosyć wiernie pokazane na ekranie, starszym przypominając klimat tych lat a młodszym pozwalając patrzeć z niedowierzaniem na wręcz postapokaliptyczną fabułę. Dzisiejsza recepcja tej katastrofy przynosi zaskakujące puenty – zniknięcie człowieka pozwoliło przyrodzie nad Prypecią rozbujać nad wyraz zdrowo a i sama liczba ofiar po latach wydaje się zaskakująco niska jak na charakter zdarzenia. Film pozostaje także hołdem dla wszystkich zaangażowanych w działania ratunkowe, tych nieświadomych i świadomych zagrożenia.
Disaster Artist - James Franco. Ta historia niespełnionego artysty została na tyle umiejętnie opowiedziana i zagrana, że wygląda na ciekawszą niż pewnie jest w rzeczywistości. Dla nas pozostają interesujące ale w filmie nierozwinięte, polskie pochodzenie głównego bohatera i pieniądze, które pozwoliły mu śnić po amerykańsku.
Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie - Ken Scott. Zgrabna reklama szwedzkiego sklepu wnętrzarskiego, film zbyt przypominający Slumdoga by dłużej się nad nim rozwodzić.
Śmierć Ludwika XIVAlbert Serra. Przykuwający naszą uwagę obraz ostatnich chwil monarchy i jego dworu spiętego tą dosyć głupia sytaucją. Aktorski majstersztyk Jean Pierre Leauda w tej roli. Reżyserska powściągliwość i maestria zdjęć dokładają napięcie niewspółmierne do dosyć statycznej agonii Króla Słońce
Higwayman - John Lee Hancock. By dopaść słyną parę gangsterów Bonnie i Clyde’a sięgnięto po doświadczenie emerytowanych już rangersów. To film o nich. W tych rolach Kevin Costner i Woody Harrelson krok po kroku, przemierzając Amerykę czasów wielkiego kryzysu, tropią bandytów, którzy w społeczeństwie jako para kochanków mieli status gwiazd. Udana próba odszlachetnienia ich historii.
Status związku - ponoć serial, na który natrafiłem w formacie filmu pełnometrażowego. Być może oglądanie cięgiem tych dziesięciu 10 minutowych spotkań małżeństwa w kryzysie, skądinąd skrzących się humorem i inteligencją, spowodował u mnie poczucie przepełnienia.  
Słodki koniec dnia - Jacek Borcuch. W ocenie nie byłbym taki surowy jak Jakub Socha, który na łamach dwutygodnika podśmiewał się się z filmu wypominając również, że scenariusz współtworzył Szczepan Twardoch. Z pewnością nie jest to historia arcypolska – akcję filmu umieszczono przecież we włoskiej Toskanii, główną bohaterką jest mieszkająca tam od stanu wojennego polska poetka o żydowskim rodowodzie, do tego uznana Noblistka. Pomimo rodziny na stanie jawnie flirtuje z egipskim młodzieńcem ciesząc się tą już lekko zapomnianą siłą witalną. Ten dosyć sielski obrazek zakłóca obecny od początku wątek emigrantów, ten znany nam z dzisiejszych przekazów medialnych, którego kulminacją staje się atak terrorystyczny przeprowadzony w Rzymie. Poetka, świetna w tej roli i wbrew swemu emploi Krystyna Janda, po tym tragicznym wydarzeniu wygłasza publicznie swego rodzaju artystyczne credo, które wbrew jej woli staje się manifestem, którego konsekwencje staną się nieprzewidywalne. Film o wolności, takim osobistym prawie do niej i o obowiązku dbania o wolność, nieustającego obowiązku.     
Wędrująca Ziemia - Frant Gwo.  Chińska superprodukcja sf na podstawie opowiadania Cixin Liu (w: Kroki w Nieznane 2014), o którym wtedy pisałem: „Ratowanie ludzkości przeprowadzone z chińskim rozmachem. Aby ocalić ludzkość przed wybuchem Słońca, Liu uzbraja Ziemię w silniki i funduje jej podróż przez głęboki kosmos ( był kiedyś taki serial Kosmos 1999, europejska odpowiedź na Star Treka. Tam podróżował Księżyc a wraz z nim załoga stacji kosmicznej Alpha). Naiwne i komunistyczne w duchu”. Na ekranie wypadło chyba gorzej, bez scenariuszowych półcieni, zbyt animacyjne i dodatkowo po azjatycku jazgotliwe.
Seialowo także Obsesja Eve w drugim, równie gęstym sezonie oraz netflixowy, warty uwagi i intrygujący Już nie żyjesz, o wdowie pragnącej znaleźć winnego śmierci swojego męża.


piątek, 26 kwietnia 2019

Refleksy #27


Złodziejaszki - Hirokazu Koreeda. Najtrafniejsze tłumaczenie tytułu, najbliższe znaczeniu oryginalnemu, film miał w Niemczech - Familienbande. No bo i rodzina, jako podstawowa grupa społeczna, jak i banda, grupa często przypadkowych osób połączonych wspólnym celem. Koreeda w sposób wręcz mistrzowski pokazał nam patchworkową rodzinę żyjącą na obrzeżach zamożnego społeczeństwa, w sposób daleki od naszych wyobrażeń o współczesnej Japonii, kraju którego na początku naszej ustrojowej transformacji chcieliśmy być naśladowcą. Opowiedziane z niesamowitym wyczuciem, doskonale zagrane, bez jednej fałszywej nuty. Już wiem dlaczego Zimna wojna musiała w Cannes oddać palmę pierwszeństwa (Palme d'Or)
Przemytnik - Clint Eastwood. Szacunek dla tego aktora każe pamiętać, że kreował role oraz wyreżyserował filmy, które przejdą do historii filmu. Jakiś cel przyświecał prawie 90-letniemu Eastwoodowi, że stworzył ten dosyć naiwny ale ciepły i rodzinny film. Może tylko dlatego, że chciał i mógł.
Iniemamocni 2 - zagadką pozostanie dlaczego musieliśmy czekać 14 lat na dalsze przygody rodziny Iniemamocnych. Plus animacji taki, że czas się ich nie ima. Nawet w dzisiejszym zalewie superbohaterskich scenariuszy kontynuacja od Pixara wypada dosyć świeżo i trendy - mama pracuje, tata dom utrzymuje...
Trzecia granica - J.C. Chandor. Grupa kolegów, byłych żołnierzy różnych specjalnych formacji zbiera na fundusz emerytalny planując okraść a przy okazji wyeliminować bossa narkotykowego kartelu. Fatalizm, który wisi nad całą akcją to nie tylko zamierzony efekt wynikający ze scenariusza. Pomimo mocnej męskiej obsady film nie ma jaj ani pary.
Tajemnica szczęścia - Vlad Zamifrescu. Kameralny komediodramat o scenicznej wręcz proweniencji - dwóch przyjaciół podczas domowego spotkania zastanawia się nad urozmaiceniem swojego wygodnego aczkolwiek lekko już nudnego życia intymnego -  dąży do niespodziewanego finału.
Odnajdę Cię - Beata Dzianowicz. Film w sumie nieudany ale... Ambitna policjantka  (jednak świetna Ewa Kaim) ściga profesjonalnego zabójcę. Ten aby nie ułatwić tego zadania porywa jej córkę. To ale, zastrzeżenie, które czynię, to jednak sposób prowadzenia opowieści, który przykuwa do ekranu. Jest coś, w tej wielokrotnie już opowiadanej policyjnej historii, co każe zapamiętać reżyserkę. Może to szczerość i siła głównej bohaterki, które biorę za świeżość.
Konwój - Maciej Żak. Reżyser, w przeciwieństwie do Dzianowicz, stworzył film całkiem męski chociaż scenariusz szyty jest jeszcze bardziej grubymi i słabymi nićmi. Służba więzienna ma przewieźć więźnia. Oczywiście konwój ten nie okaże się prostym zadaniem.
Brud - czyli netflixowa, biograficzna opowieść o Mötley Crüe, amerykańskiej rockowej grupie ponoć bardziej sex, drugs and rock'and'roll niż Rolling Stones. Sympatyczne, nóżka sama tupie. Ale podejrzewam, że najlepszego i tak nie pokazali.
Avengers: Koniec gry - Anthony i Joe Russo. To nie koniec gry tylko koniec pewnej fazy, jak MCU nazywa swój projekt. Nie po to Thanos w Wojnie bez granic wymazał połowę wszechświata by Avengersi przejść mieli nad tym do porządku dziennego. Dostajemy blisko trzy godziny, które w sumie zadowolą wszystkich miłośników tego uniwersum czekających cierpliwie przez ostatni rok na odwrócenie losów wszechświata. Bo na co innego? Kwestią sporną pozostawało tylko to jaką cenę trzeba będzie za to zapłacić. I nie mówię o cenie biletu do kina.
Podobną refleksję budzi ostatni sezon Gry o tron i tu, obawiam się, może to być prawdziwy koniec gry dla wielu jej bohaterów. Z seriali jeszcze Black Summer o zombie, prawie w stylu mocumentu i Gentleman Jack z nieoczywistą kobiecą bohaterką ( Suranne Jones znana z Doktor Foster) i jej odważnym życiem w XIX-wiecznym świecie.

środa, 27 marca 2019

Refleksy #26


Dokumentalny  Free Solo - oscarowa historia młodego wspinacza, Alexa Honnolda podejmującego próbę zdobycia tysiącmetrowej ściany bez żadnego zabezpieczenia. Przekonująco i przepięknie sfilmowany niewytłumaczalny przymus i odwieczna ludzka skłonność do zmagania się z naturą.
Serialowo - After Life - Ricky Gervais w charakterystycznej dla siebie pozie cynika i prześmiewcy o ciepłym raczej sercu. Grany przez niego Tony nie może pogodzić się ze śmiercią żony, przez kilka odcinków żyjąc wbrew jej, udzielonym wcześniej w formie videobloga, radom. Zapowiada się drugi sezon. Mam nadzieję, że nikogo tym razem nie uśmiercą. Chyba, że to będzie życie po śmierci.
Love, Death+Robot - antologia krótkich, animowanych filmów fantastycznych wracająca pomysłem do produkcji Heavy Metal z 1981 r. Różnorodne historie oparte w większości na opowiadaniach znanych pisarzy (John Scalzi, Peter F. Hamilton, Alastair Reynolds, Michael Swanwick, Ken Liu) animowana przez różnych twórców (m.in. warszawskie Platige Image Studio) porywają swoja jakością i literacką bazą.
No i wrócili Amerykańscy Bogowie - mam nadzieję, że problemy z produkcją nie wpłynęły na jakość tego sezonu.
Wyspa psów - Wes Anderson. Animacyjne rękodzieło zdaje się nam podpowiadać co psie życie ma do naszego. Żeby nie było, rzecz się dzieje w dalekiej Japonii. Jednak trochę zbyt wysublimowane.
To my - Jordan Peele. Po niezłym Uciekaj! dostajemy kolejny horror tego Pana co tylko potwierdza, że wybrał kino gatunkowe nieprzypadkowo. Wielopoziomowy i konsekwentnie zrealizowany scenariusz, oprócz grozy i dreszczy dostarcza nam dużo więcej humoru i jeszcze więcej mrugnięć do widza niż kinowy debiut. Oprócz tych smakowitości mamy udanych aktorów w świetnych, dubeltowych rolach, rewelacyjne zdjęcia i towarzyszącą im również niezłą muzykę. Nie mogę się doczekać na jego zaproszenie do Strefy mroku. Nie mówiąc o już szykowanym powrocie Candymana czy Lovecraft Country, serialu obiecującego mroczną podróż po Ameryce.
Bumblebee - Travis Knight. Ma urok początku ale po co? Dla nieco młodszych, którzy w 2007 r. nie załapali się na film Michaela Baya.
Córka trenera - Łukasz Grzegorzek. Trudno w to uwierzyć ale to pierwsza główna rola Jacka Braciaka. Pomimo tego i tak ją kradnie jego filmowa córka Karolina Bruchnicka. Razem tworzą ekranową parę - ojca i córki, niespełnionego tenisisty przygotowującego do kariery na kortach swoją jedynaczkę. Wędrujemy z nimi po kortach prowincjonalnych tenisowych turniejów, wiedząc od początku jak to wszystko się skończy. Pomimo tego, obserwowanie tego procesu to czysta filmowa przyjemność.
Ciemno, prawie noc - Borys Lankosz. Książka Joanny Bator swego czasu nawet przekonała mnie* Nie mogę jednak tego samego powiedzieć o ekranizacji Lankosza. Wydaje mi się, że zawinił słaby scenariusz, pewna histeryczność opowiadania i paradoksalnie pierwszy garnitur krajowego aktorstwa. Jak najlepszą rolę zagrała Roma Gąsiorowska, to sobie wyobraźcie... A zagrała bardzo dobrze. To samo mogę jedynie powiedzieć o Jerzym Treli i Krystynie Tracz. Co tam robił Ogrodnik, Dorociński? Opowieść Bator wymagała chyba nieco innego, niż literacki, języka. Może formuła serialu dałaby tej historii więcej przestrzeni, może wtedy wszyscy ci nieźli aktorzy mieli by miejsce dla swojej gry. Kończy się druga dekada XXI wieku i w polskim kinie odczuwam pewien przesyt patologii, błota i płonących chałup.
Niczym wytłumaczalne lenistwo intelektualne opanowało mój umysł (sprawdzić czy pasuje do tego termin: marveloza) Czuję się coraz częściej jak bohater Kwiatów dla Algernona , Keyesa, obserwujący swój regres. Boję się, że jak się nie ogarnę, za niedługo, niczym Gordon, nie będę w stanie nawet tego zrozumieć. Czyli na chwilę przed Końcem gry, duża ilość trykociarzy, paradę, którą to otwiera jednak DC, więc poza jednostką chorobową fundowaną przez Marvela:
Aquaman - James Wan. Domowy seans nie bolał, cieszył oko i zapewnił odpowiednią dawkę rozrywki. Strach jechać nad Bałtyk...
Kapitan Marvel - Anna Boden, Ryan Fleck. Marvel jest kobietą i do tego kapitanem. I jest nią Brie Larson. Zostaniemy przez nią dzielnie wyprowadzeni z lat 90'tych spędzając w nich jednak prawie cały uroczy seans. Odmłodzony dzięki magii kina Samuel L. Jackson/Nick Fury opowie nam przy okazji jak stracił oko. I wystąpi prawdziwy Kotojad.
Spider-Man Universum - Film, który zaskoczył fanów pajączka i okazał się najlepszą ekranizacją jego przygód. Że animowaną tym większy aplauz gdyż najbardziej zbliżył się do formy oryginału, komiksu. Dynamiczna opowieść o Spider-Manach z różnych czasoprzestrzeni zawiązujących sojusz w walce z Kingpinem alias Wilsonem Fiskiem, nie tak sympatycznym jak ten z Daredevila. Jak mówi Stan Lee wręczając kostium kolejnemu kandydatowi na superbohatera - pasuje na każdego i zwrotów nie przyjmujemy.
Ant Man i Osa - Peyton Reed. Jeszcze efektowniej niż w jedynce ale dynamika ta jest trochę męcząca (dużemałedużemałe). Z filmów tego uniwersum największa chemia panuje chyba właśnie między mrówką a osą czyli Paulem Rudd'em a Evangeline Lilly co uprzyjemnia seans.

"Wałbrzych, miasto zaginionych dzieci i podziemnych sekretów. Alicja Tabor, główna bohaterka tej kryminalnej baśni, tropi te zaginięcia i sekrety z dziennikarskiego ale i osobistego obowiązku. Mieszkała kiedyś w tym mieście i porzuciła je bez żalu. Wracając do niego zmusza przeszłość do konfrontacji z teraźniejszością. Bator, która w książce przemyciła kilka opowieści, tą najmroczniejszą  przypomina to czym tak się zachwycaliśmy w późniejszym True Detective. Bardzo dzisiaj aktualne gdy Wałbrzych odkryć ma kolejne tajemnice a obcych szczują psami. Złoty pociąg na szczęście."


wtorek, 26 lutego 2019

Refleksy #25

Cudowny chłopak - Stephen Chbosky. Chłopiec o zniekształconej twarzy walczy o akceptację otoczenia. Optymistyczny i afirmatywny obraz pomimo pewnych uproszczeń powinien być obejrzany przez młodszych i starszych. Pierwsi powinni koniecznie obejrzeć a drudzy powtórzyć Maskę, Petera Bogdanovicha, również by zobaczyć jak nie-zmienił się świat.
Green Book - Peter Farrely. Film podobnie ciepły i prawdziwy jak powyższy tytuł, z  bonusem w postaci Oscara jako najlepszy w 2018 roku. Viggo Mortensen wozi Mahershala Alego. Niby obydwaj jadą na tym samym wózku ale porównanie to nie brzmi poważnie. Chata wuja Toma wciąż żywa.
Faworyta - Jorgos Lantimos. Z obejrzanych, chyba najlepszy film z nominowanych do Oscara. Zasłużona nagroda dla Olivii Colman grającą Królową Annę ( tylko Glenn Close żal). Nie gorsze towarzyszące jej tytułowe, Rachel Weisz i Emma Stone. Niby już to widzieliśmy a jednak robi wrażenie. Doskonałe zdjęcia i muzyka. Z niecierpliwością czekam na kolejny film Lantimosa.
Dom, który zbudował Jack - Lars von Trier. Opowieść o seryjnym zabójcy, którego ofiary są lekko zidiociałe a jego zbrodnie mają przypominać dzieło sztuki a w konsekwencji budować schronienie dla jego chorej duszy. I dziwić się, że ludzie wychodzili z kina. Oczywiście ze wszystkich pokazanych zbrodni skrzywimy się naprawdę i odwrócimy głowę od ekranu jedynie w momencie krzywdzenia kaczuszki. O  ile Trier chciał wykpić naszą fałszywą wrażliwość to trochę przestrzelił. Ale zobaczyć Matta Dillona i usłyszeć Bruna Ganza, koniecznie.
Kochając Pabla, nienawidząc Escobara - Fernando León de Aranoa. Bez chemii, bez uroku, bez napięcia. Pani kocha pana. Pan to nieświętej pamięci Escobar a pani to grająca na dwa fronty dziennikarka. Próba zdyskontowania sukcesu Narcos i sprzedania własnej historii.
Operacja Overlord - Julius Avery. Chciałoby się dodać, operacja nieudana. Reżyser nie za bardzo wiedział co opowiedzieć - film wojenny, który uczciwie korzysta z dekoracji czy horror o niemieickich eksperymentach, jakby te rzeczywiste były jakoś mniej przerażające. Przypomniał mi się stary film Michela Manna - Twierdza z 1983 r.
Ballada o Busterze Scrugsie - Ethan Coen i Joel Coen. Nowelowe opowieści z Dzikiego Zachodu. Całkiem zgrabnie łączące westernową mitologię z czarnym humorem a nawet z dreszczykiem. Chyba najlepszy film braci od lat.
Wieża. Jasny dzień - Jagoda Szelc. Debiut wart Złotych Lwów. Kino klimatyczne, niepokojące, zaskakujące. Historia jednocześnie łatwa i trudna do opowiedzenia. Upraszczając, to rasowe kino gatunkowe z unoszącym się nad nim duchem Ballad i romansów.
Ukojenie - Afonso Poyart. Anthony Hopkins i Colin Farrell jako jasnowidzący przeciwnicy. On wie, że on wie, że on wie. I vice versa. Cud prawdziwy, że wybrnęli z tego galimatiasu.
Całkiem satysfakcjonujący trzeci Detektyw, z przejmującym finałem i gorzkimi wnioskami płynącymi z zadowalania się zbyt łatwymi odpowiedziami. Mahershala Ali udowadnia swoją wartość ale to Stephen Dorff uzupełnia ten duet.
Russian Doll - matrioszka z netflixa to wariacją na temat wyczerpany przez Dzień świstaka. Nie przekonała mnie główna bohaterka i nowojorska hipsteria. Cięty język to za mało.
Umbrella Academy - półsieroty o nadzwyczajnych zdolnościach po śmierci swojego ojczyma, wychowawcy i mentora mają kilka dni by ocalić świat. Ma swój fatalistyczny klimat, taki Watchman stempel, który z pewnością zostanie z czasem rozrzedzony większą dawką optymizmu.

niedziela, 27 stycznia 2019

Refleksy #24

Nie otwieraj oczów (Bird Box) – Suzanne Bier.To ponoć najczęściej odtwarzany film netflixa. Ciekawe czy te statystyki dotyczą również odtworzeń nie dokończonych. Tak było w moim przypadku. O ile Ciche miejsce było przynajmniej fabularnie oryginalne to produkcja z Sandrą Bullock i Johnem Malkovichem, nachalnie podobna, jest nieznośnie przy tym irytująca. 
Black Mirror: Bandersnatch. Odsłona serialu jako film samodzielny i do tego interaktywny gdzie dostajemy namiastkę możliwości wpływania na losy bohaterów i przebieg akcji. Kolejna próba udowodnienie, że wolna wola nie istnieje. Nie odbiega od poziomu tej serii ani w dół ani w górę. Wybory widza-boga tej produkcji lepiej pozostawić netflixowi. Interesujące i przewrotne ale nie epokowe. Przecież nie od dziś wiadomo, że telewizja kłamie a streaming to tylko jej nowa twarz. 
Ucieczka z Dannemory, prison escape z rewelacyjną trójką aktorów - Patricią Arquette, Benicio del Toro i Paulem Dano. 
Morderstwo w Orient ExpresieKeneth Branagh reżyseruje i gra Herkulesa Poirot, który jeden jedyny raz został skutecznie zrobiony w konia. I to jedyne zaskoczenie ale zawdzięczamy je od dawna Agacie Christie. Dla mnie Poirot zawsze jednak będzie miał twarz Davida Sucheta. 
A.B.C. - to kolejna ekranizacja Christie, tym razem w roli detektywa John Malkovich tropiący seryjnego mordercę zabijającego według alfabetycznego wzorca. Gorzkie, zagrane w półcieniach bez przyciężkiej stylizacji z jaką mieliśmy do czynienie u Branagha
MadammeAmanda SthersHarvey Keitle, Toni Colett i Rossy de Palma, muzą Almodovara, która gra ich gospodynię wmanewrowaną w przyjęcie paryskiej socjety. Komedia pomyłek ciążąca w kierunku farsy. Urocze ale i trochę teatralne.
Ostatni gwiazdor kina – Jeden z ostatnich filmów Burta Reynoldsa. Przez nostalgiczną podróż, którą odbywa główny bohater, prawie jak alter ego aktora, chciałoby się widzieć w nim ten ostatni, pożegnalny film. Kontekst ten wymusza łzę w oku oraz uwzniośla tego trochę zapomnianego łobuza. 
Origins - serial sf wyprodukowany przez youtuba. Koktajl znanych fantastyce motywów i solidna produkcja cieszą bardziej niż powinny. 
Homecoming – z Julia Roberts to interesujący przykład solidnej pracy scenarzysty. Prowadzenie narracji przykuwa naszą uwagę do historii, która opowiedziana w sposób bardziej klasyczny nie zrobiłaby takiego wrażenia. 
Zniknięcie Sidneya HallaShawn Christensen. Nie wiedzieć czemu (jednak wiem) zamiast młodzieńczo świeżych aktorów, w rolach głównych cały czas widziałem Ryana Goslinga i Michelle Williams, całkiem zresztą niepotrzebnie. Film, który podobnie jak Homecoming, zwodzi-uwodzi narracją. Obraz trochę przegapiony
Kominsky Method – Dawno tak się mądrze nie śmiałem. Micheal Douglas (74 l.) i Alan Arkin (84 l.) w roli prawdziwie zgryźliwych tetryków. Kilka życiorysów z Hollywood zostało złamanych, kilka poskładanych. Zasłużone Złote Globy.
Jeździec - Chloe Zhao. Prawdziwie kowbojski film. O pasji, o rodeo, o marzeniach, o życiu. Bezpretensjonalny obraz zagrany przez amatorów w nie amatorski sposób. Łamie serce.
Detektyw 3 - kolejna odsłona oczekiwanej serii. W roli tytułowej Mahershala Ali w trzech płaszczyznach czasowych rozwiązujący kryminalną zagadkę. Nie wiem czy intryga, przez ten zabieg, staje się zamierzenie nieczytelna. 
Mandy - Panos Cosmatos. Nicolasa Cage'a powrót do przeszłości, to jednocześnie obraz autoironiczny jak i śmiertelnie poważny w skojarzeniach i cytatach. Podobnie jak Gość - Adama Wingarda z 2014 r. żeruje na naszej nostalgii. 
Zabójstwo Gianniego Versace - to kolejna udana odsłona American Crime Story. Po historii O.J. Simpsona oglądamy nie mniej słynną amerykańską zbrodnię. W tle robiące nie mniejsze wrażenie - Miami, dom mody rodziny Versace, homoseksualna społeczność i obyczajowość lat 80 i 90 -tych. Rewelacyjnie zagrane, szczególnie przez Darrena Crissa. Ricky'ego Martina również zapamiętamy.
Tajemnice Silver Lake - David Robert Mitchell. Zbyt silnie postmodernistyczna układanka by nie rozsypała nam się przed końcem seansu. Jednak próba wymieszania Lyncha z Umberto Eco trafiona jest w dwóch miejscach - rolą Andrew Garfielda oraz wbijającego w fotel monologu Jeremy Bobba personifikującego popkulturę i ujawniającego jej największą tajemnicę.
Punisher - powrót Franka Castle nie mógł być mocniejszy. Początek jak kolejna przygoda Jacka "kłopoty to moja specjalność" Reachera wg. Lee Childa
Star Trek: Discovery. Jak startował to się zżymałem na Klingonów. Jak ich w drugim sezonie nie ma, to się smucę. I zrozum to...

Rasy psów drobnychOlga Hund. Nowelka zaledwie o zdrowiu psychicznym w wymiarze wręcz społecznym. 28 -letnia pacjentka w trybach tej specjalnej opieki zdrowotnej. Daleko od kukułczego gniazda ale z jakimś pomysłem i szczerą wrażliwością.

sobota, 29 grudnia 2018

Refleksy #23


        Koniec roku jakiś taki nie poskładany. Nawet ten wpis, refleks nieparzysty, pojawia się na koniec roku z przyzwoitości bardziej niż wewnętrznej silnej potrzeby. Nowa świąteczna tradycja rodzinnego seansu w kinie wzięła w łeb, z prostej przyczyny braku odpowiedniego na taka okazję filmu. Peter Jacskon ani starwarsowa franczyza byli nieobecni a inne tytuły nie stały się konkurencją dla świątecznego stołu. Nawet grudniowy wypad na śródziemnomorską wyspę, pomimo odpowiednich dawek słońca, wody i urody obcej ziemi, nie przyniósł spodziewanego ukojenia. I nie rokuje, że podobne pomysły zagoszczą trwale w naszym kalendarzu. 
         W lekturach duża przypadkowość, która również nie sprzyjała odkryciu czegoś wyjątkowego. Może za wyjątkiem Rzeczy, których nie wyrzuciłem - Marcina Wichy, książki nagradzanej ale i pięknie napisanej. Prostym, serdecznym językiem opisywanie człowieka poprzez rzeczy, którymi był, jest otoczony. Epitafium dla matki, dla syna. Czasami wywołuje ból przypominając osobiste pożegnania. Ale i z niego leczy. 
Tunel z gołębiami - Johna Le Carre biograficzne wspomnienia, silnie osadzone w brytyjskiej, powojennej rzeczywistości chociaż pełne anegdot (czasami martwych, czasami półjawnych) nie zbliżają się jakością do fikcji tego Pana. 
Zrodzony - Jeffa VanderMeera to porządna fantastyka, w której część zobaczy sf a niektórzy fantasy. Upadły świat a w nim miasto, w którym nie bardzo wiadomo, czy zaludniają je ludzie czy wytwory biotechnologii kompulsywnie wypuszczane przez tajemniczą Firmę. Opowieść, jak to baśń, niepokojąca. 
Ze smutkiem zauważam, że koniec roku sprzyjał bardziej chciwemu gromadzeniu książek niż ich czytaniu. Z półek, tych fizycznych i wirtualnych, patrzą na mnie grzbiety Tokarczuk, Myśliwskiego, Twardocha, biografia Conrada czy próba opisania fenomenu świadomości na przykładzie ośmiornic. I wiele innych, jedynie przejrzanych, gdzieś napoczętych, kupionych okazyjnie nowości i wznowień nabytych z nostalgii i wiary, że pozwolą na moment cofnąć czas.
W filmach wcale nie lepiej. Tamte dni, tamte noce - Luca Guadagnino to opowieść o młodzieńczych uczuciach. Bezpretensjonalny obraz budzącej się seksualności w rewelacyjnie odmalowanej wakacyjnej atmosferze luzu i niespieszności.
Dziecko w czasie – Juliana Farino z Benedictem Cumberbatchem, grającym ojca, który traci córkę. Dramat rodziców, którym zaginęło dziecko, nieoczywisty i oryginalny przez zastosowany zabieg fabularny.
PredatorShane Black. Niezła zabawa konwencją z niezasłużenie niskimi ocenami. Oby tylko młody Jacob Tremblay nie utknął w podobnych do siebie rolach. Akcja gna do przodu w tempie nie pozwalającym na jakąkolwiek reakcję obronną.
RomaAlfonso Cuaron. Ładnie sfilmowany, czarno-biały obrazek klasy średniej, Meksyku początku lat 70-tych. Gęsty, wielowarstwowy ale kulturowo, geograficznie i politycznie od nas odległy. Nie stanowi przez to, dla mnie, konkurencji dla Zimnej wojny Pawlikowskiego, filmu jakże podobnego.
1983 – pierwszy polski serial od Netflixa. Niepotrzebnie skomplikowana fabuła wskazuje, że serial zaplanowano na więcej niż jeden sezon. Opowieść o totalitarnej Polsce, alternatywnej do znanej nam historii, która wygląda jak kontynuacja II RP pod rządami PPS. Dużo się dzieje, jest trochę naiwności i udziwnień ale mam nadzieję, że ostatecznie wszystko zmierza w dobrym kierunku. Patrząc na krytyczne oceny wyobrażam sobie co się będzie działo po premierze Wiedźmina. Na marginesie, estetyka tego filmu, obsada a po części polityczna intryga przypomniała mi niedawną lekturę Różańca - Rafała Kosika. Adaptacja przy tych samych warunkach skazana byłaby na sukces.
Narcos. Meksyk – to już historia powstających meksykańskich karteli. Zaczynamy od jaja czyli od agenta Kiki Camareny stąd może efekt pewnego znużenia. Michael Pena robi co może ale Miguel Ángel Félix Gallardo (Diego Luna) nie ma tej charyzmy co Pablito. Zobaczymy co dalej.
The First. Misja na Marsa. Zaskoczył mnie ten serial bardzo pozytywnie. To fantastyka bliskiego zasięgu z bardzo dobrym scenariuszem, historią ludzi skupionych na tytułowej misji. Uprzedzić należy, że sezon ten w całości odbywa się na Ziemi i nie należy spodziewać się Marsjanina. Świetna obsada z dawno nie widzianym Seanem Pennem na czele, dobra muzyka, porządne dialogi. Od twórców House of Card. W ramach odkupienia za ostatni sezon.
Do siego roku!